Zakisiłam dzisiaj
kapustę.
Goszcząc kiedyś u mojej kuzynki
zostałam poczęstowana kiszoną kapustą z litrowego słoika.
Dosłownie: dostałam litrowy słoik wypchany po brzegi kapustą i
widelec.
„Masz, jedz” powiedziała kuzynka.
„Ze słoika?” zdziwiłam się. „Może zjesz od razu jak
spróbujesz, a jak nie, to weźmiesz do domu, bo na pewno Ci
zasmakuje”.
KAPUSTA BYŁA BOSKA!!! Choć była
kiszona, miała w sobie słodki smak.
Ukiszona w domu, bez kminku, z małą
ilością soli i dużą ilością marchewki, tak jak lubi moja
kuzynka.
Rzeczywiście, do domu doniosłam
kapusty na dnie słoika. :)
Po tej kapuście nabrałam apetytu na
więcej i poszłam kupić w pobliskim warzywniaku...
Czy muszę Wam mówić, że wyrzuciłam
ją całą do kosza? Nie wytrzymała porównania.
No i to cała historia, dlaczego
zaczęłam kisić swoją kapustę.
Wystarczy mieć litrowy słoik,
jakąkolwiek chcecie ilość kapusty (proponuję zacząć od ćwierć
główki, żeby się oswoić z tematem i nie przemęczyć), łyżeczkę
soli (mniej lub więcej, jak lubicie), marchewkę, jeśli chcecie i
ile chcecie, kminek, jeśli lubicie i kawałek ciemnego miejsca w
szafce kuchennej.
Kapustę szatkujemy (kroimy na cienkie
plasterki ok 3mm), przesypujemy solą, kminkiem, marchewką,
ugniatamy, przewracamy i znowu ugniatamy. Tak kilka razy. Zostawiamy
na godzinkę, żeby kapusta pod wpływem soli puściła sok i
zmiękła.
Następnie kapustę wkładamy do
słoika, ubijając ciasno pięścią lub kulą do ucierania ciasta
lub czymkolwiek tam macie. Kapusta pod wpływem ugniatania powinna
puścić tyle soku, że cała się pod nim schowa. Jeśli nie, to daj
jej jeszcze trochę czasu i ugniataj, do skutku.
Kiedy sok przykrywa kapustę,
przyciśnij ją mniejszym słoikiem wypełnionym wodą, lub z
jakąkolwiek inną ciężką zawartością. Ja użyłam do tego
wcześniej zrobionych przetworów, które miałam pod ręką.
Przyznam się Wam, że duża część
kapusty ląduje w moim żołądku już na tym etapie, następnie
codziennie podjadam :)Można ją zjeść w każdym stadium: jest
pyszna i zdrowa!
Kapustę kisi się przez kilka dni a
potem można ją użyć lub zakręcić i odstawić w ciemne i chłodne
miejsce. Można ją przechowywać miesiącami.
Piszcie jak Wam poszło :)
A propos marchewki: możecie też
zakisić samą marchewkę w plastrach, w całości lub startą.
Zalewamy surową marchewkę letnią,
osoloną wodą i analogicznie, odstawiamy w ciemne miejsce na kilka
dni :)
Jeszcze chwilkę
o kiszonkach
Nie zrażaj się, jeśli kiszonka nie
zachwyci Cię smakiem lub się nie uda.
Z procesami naturalnej fermentacji jest
tak, że albo pójdą we właściwym kierunku albo nie. Generalnie
potrzebują dość ciepłego stabilnego temperaturowo środowiska,
ciemności, otoczenia o naturalnej florze bakteryjnej (jest tak
wtedy, gdy sprzątanie ograniczamy do mycia czystą wodą bez użycia
agresywnych detergentów i środków bakteriobójczych) wreszcie od
samej kapusty. Zależy to również od fazy księżyca, od dnia
tygodnia, od pory roku, od Twojego humoru i ogólnego nastroju.
Dlatego każda Twoja kiszonka będzie smakowała inaczej i może się
udać lepiej lub gorzej.